Bardzo zimno.
Ci ulubieńcy będą
zatem dość specyficzni, są to głównie kosmetyki chroniące moją
skórę przed mrozem, wiatrem i klimatyzacją. Poza tym, mój aparat odmawia ostatnio współpracy, skazana byłam na robienie zdjęć komórką. Poszlałam też z efektami, ale aplikację na Androida Retro Camera można śmiało zaliczyć do moich ulubieńców. Mam nadzieję, że mi wybaczycie:).
A zatem:
Po
pierwsze, krem do rąk. W tym miesiącu najchętniej YR krem z
arniką, a w domu TBS imbirowy. Oba są bardzo dobre, ale TBS wygrywa zapachem.
Po drugie, szminka
ochronna Melisa. Chociaż jej używanie jest coraz bardziej irytujące
(zaczęła kruszyć się u góry), gruba jej warstwa rano ratuje mi
usta.Dopóki na zewnatrz jest -15 jest jednak bezpieczna.
Po trzecie, masło
do ciała. Odstawiłam balsam YR z manadarynką, który choć
przyjemny, jest za mało skoncentrowany, wróciłam do masła Ziai w
mojej ulubionej wersji zapachowej. Różnica była widoczna już po drugim zastosowaniu.
Po czwarte, moje
nowe perfumy. Kiedyś zapachy DKNY nie podobały mi się wcale, ale te są bardzo "moje".
I wreszcie, po piąte, wcale niekosmetyczne. Bo dobra herbata i kubek z kotem to niezbędnik na zimową porę.





