Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 marca 2013

Nivea Lip Butter


Masełko kupiłam, gdy musiałam wymienić wszystkie kosmetyki do pielęgnacji ust. Opryszczka, szybko pokonana, zostawiłam moje usta w opłakanym stanie, wysuszone, popękane, z odstającymi skórkami, potrzebowałam więc czegoś co nawilża i będzie przyjemne w stosowaniu.


 Kosmetyki Nivea to, według mnie, solidne średniaki. Nie zrobią krzywdy, a ich działanie jest co najmniej zadowalające. Żaden nie okazał się bublem, ale też nie zachwycił. Miałam więc pewność, że masełko jeśli nie zadziała spektakularnie, to na pewno nawilży i nie zrobi mi krzywdy.
Opakowanie nie jest może zbyt higieniczne, ale metalowa puszeczka odwołuje się do klasycznego kremu Nivea. Porządnie wykonane, mimo noszenia w torebce i kieszeni, nie zauważyłam wgnieceń ani zarysowań. Konsystencja typowa dla tego typu produktów.


Masełko pachnie zabójczo, choć zupełnie nie karmelowo. Mi się ten zapach kojarzy z ciastem na muffinki. Wąchałam też wersję z orzechami makadamia i, moim zdaniem, nie pachnie tak ładnie. W ciągu trzech dni zrobiło porządek z suchymi skórkami i nierówną powierzchnią. Co ważne, nie szczypie nawet gdy stosujemy na ranki. Równie dobrze radzi sobie z nawilżaniem gdy pracuję w klimatyzowanym pomieszczeniu. 


Zużycie z dwóch tygodni widoczne na zdjęciu, ale przez pierwsze trzy dni smarowałam usta co kilkadziesiąt minut grubą warstwą.
Polecam, oczywiście.

środa, 17 października 2012

Marudna Środa


Od ostatniej notki minęło jedenaście dni. Przerwa nie wynika z braku tematów czy chęci, ale straszliwego niedoczasu. Nie chodziłam po sklepach, więc nie mam nowości do pokazania. Wracałam do domu tak późno, że robienie zdjęć nie miało sensu, a ciężko napisać recenzję kosmetyku bez materiału dowodowego. Tydzień z mazidłem przystopował, bo malować też się nie malowałam. Mam tendencję do tarcia zmęczonych od komputera oczu, rozmazałabym każdy tusz.
Jedyne czego używałam to Carmex.


Używam chętnie od kiedy Carmex pojawił się na polskim rynku. Lubię właściwie każdą wersję, najmniej przypadła mi do gustu chyba kolorowa. Dla wygody kupuję zazwyczaj tubki albo sztyfty, słoiczek nie zawsze jest dobrą opcją.
Obecnie mam balsam o zapachu jaśminowej herbaty. Rzeczywiście, pachnie jaśminem, herbatą jakby mniej. I Carmexem :). Aromat przebija wszystkie dodatki zapachowe jakie producent do tej pory stosował, więc osoby nieznoszące go z tej wersji też nie będą zadowolone. 
Jak działa? Doskonale. Mimo ogrzewania w domu, klimatyzacji w biurze, hektolitrów herbaty moje usta wyglądają dobrze. Obce mi są suche skórki czy popękane wargi. Jako bonus dostajemy lekki połysk. Carmex jest też doskonały jako baza pod szminki, zwłaszcza gdy się chwilę po aplikacji poczeka.  
Polecam, jest to jeden z niewielu produktów do ust, których systematycznie używam. 

środa, 1 lutego 2012

Ulubieńcy Stycznia

Gdyby ktoś nie zauważył, jest zimno.
Bardzo zimno.
Ci ulubieńcy będą zatem dość specyficzni, są to głównie kosmetyki chroniące moją skórę przed mrozem, wiatrem i klimatyzacją. Poza tym, mój aparat odmawia ostatnio współpracy, skazana byłam na robienie zdjęć komórką. Poszlałam też z efektami, ale aplikację na Androida Retro Camera można śmiało zaliczyć do moich ulubieńców. Mam nadzieję, że mi wybaczycie:). 
A zatem:

 Po pierwsze, krem do rąk. W tym miesiącu najchętniej YR krem z arniką, a w domu TBS imbirowy. Oba są bardzo dobre, ale TBS wygrywa zapachem.


Po drugie, szminka ochronna Melisa. Chociaż jej używanie jest coraz bardziej irytujące (zaczęła kruszyć się u góry), gruba jej warstwa rano ratuje mi usta.Dopóki na zewnatrz jest -15 jest jednak bezpieczna. 


Po trzecie, masło do ciała. Odstawiłam balsam YR z manadarynką, który choć przyjemny, jest za mało skoncentrowany, wróciłam do masła Ziai w mojej ulubionej wersji zapachowej. Różnica była widoczna już po drugim zastosowaniu. 


Po czwarte, moje nowe perfumy. Kiedyś zapachy DKNY nie podobały mi się wcale, ale te są bardzo "moje". 


I wreszcie, po piąte, wcale niekosmetyczne. Bo dobra herbata i kubek z kotem to niezbędnik na zimową porę.

środa, 21 grudnia 2011

Wyginam śmiało ciało. Dla mnie to…


Zgodnie z obietnicą parę słów. Zakupiona na zasadzie, że na bezrybiu i rak ryba, a średnia szminka ochronna jest lepsza niż żadna. Być może wynika to z małych oczekiwań, ale naprawdę miło mnie zaskoczyła.
Opakowanie jakie jest, każdy widzi. Nic specjalnego, wręcz ascetyczne, ale nie odrzuca, a napisy nie mają na razie tendencji do wycierania. Zamknięcie jest porządne, nie ma ryzyka, że pomadka otworzy się w kieszeni czy torebce i narobi bałaganu. Pachnie jak kosmetyk, nie wiem jak opisać ten zapach- nic konkretnego, ale tak pachną kosmetyki.
Szminka działa szybko i całkiem nieźle. Nie jest to Carmex, który daje sobie radę z wszelkimi problemami w ciągu kilku chwil, ale działa szybciej i lepiej niż Nivea. Nie skleja ust, ale dobrze się ich trzyma, wytrzymuje nawet picie czy kilkakrotne oblizanie warg. Na lato może być za ciężka, ale teraz bardzo mi to odpowiada. Smakuje… kosmetycznie, ale nie jest to nieprzyjemny smak i szybko znika.
Ma jednak jeden feler, widoczny na poniższym zdjęciu:



Nie spadła mi, nie rzucano nią w sklepie (w każdym razie opakowanie nie nosiło śladów), a ja nigdy nie wysuwam całej szminki przy aplikacji.  Złamała się przy drugim użyciu, co nieco utrudnia korzystanie- szminka „lata” w opakowaniu. Na razie tylko w poziomie, na szczęście.
Czy polecam? Sądzę, że szminki ochronne to bardzo indywidualna sprawa, to co pasuje jednej osobie, może być dla innej nieakceptowalne