Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garnier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garnier. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 czerwca 2013

Weekendowe testowanie


Czyli co testuję, przesiadując na dalekiej północy, gdzie mamy +30 stopni. Ja mam dość i zapadam na syndrom Detrytusa. 


Natknęłam się na niego w Hebe, gdzie poszłam po odświeżające chusteczki.

Pierwsze testy wskazują, że krem to co prawda nic wielkiego, ale miło się go używa. Zobaczymy jutro, jak sobie poradzi z matowaniem skóry. 
Kupiłyście ostatnio spontanicznie jakąś nowość?

niedziela, 14 kwietnia 2013

Prowansalskie sekrety


Bardzo lubię szampony Garniera. Wiem, że nie są niczym specjalnym, ale co poradzę? Mam przynajmniej jeden kosmetyk, który mogę kupić ot tak, w każdym sklepie.
zdjęcie znalezione w Sieci

Jakiś czas temu Garnier wypuścił nową serię Sekrety Prowansji, zawierającą olejki eteryczne oraz dobroczynne olejki i ekstrakty. Linia składa się z trzech kolorów: lawendowego, do włosów normalnych i matowych, morelowej dla włosów z tendencją do przesuszania i wersji rozmarynowej do włosów normalnie normalnych.
Przetestowałam do tej pory na sobie dwa szampony, rozmarynowy i lawendowy, oraz brzoskwiniową odżywkę. Szampony są przezroczyste, barwiona jest tylko butelka, bardzo dobrze się pienią. Odżywka jest trochę gęstsza niż Drożdże piwne& Granat, więc nie wylewa się z butelki i lepiej trzyma włosów.

obecnie używam lawendowego szamponu i morelowej odżywki. Na zdjęciu widać, że tylko butelka szamponu ma piękny lawendowy kolor, sam szampon jest bezbarwny.
Jak działają? Jak wszystkie szampony Ultra Doux, czyli dobrze. Włosy po umyciu są czyste i świeże, odżywka rzeczywiście ułatwia rozczesywanie. Czy sprawdzą się do włosów farbowanych albo zniszczonych z innego powodu? Chyba nie, skoro odpowiadają moim normalnym/przetłuszczającym się, ale pewności nie mam.
To co je wyróżnia, to zapachy. Bardzo intensywne, nie wszystkim ta moc może odpowiadać. Lawendowy pachnie cudnie, ale to taka kolońska lawenda, dużo mniej słodka niż w płynach do kąpieli czy kremach do stóp. Morelowa pachnie soczystymi morelami, ale znowu nie jest to słodki zapach. Rozmarynowy szampon pachniał bardzo świeżo i ziołowo, ale nie trawiaście, jeśli wiecie co mam na myśli.
Osobiście bardzo mi te wersje zapachów odpowiadają, a jeszcze bardziej podoba mi się fakt, że ze sobą współgrają i używanie szamponu z innej linii niż odżywka nie czyni smrodku. Działanie kosmetyków również mi się podoba, więc pewnie przez chwilę pozostanę im wierna. 

Próbowałyście nowości Garniera? Co o nich sądzicie?

środa, 12 września 2012

It's Haul time!


 Małe zakupy w Rossmannie i Super-Pharm. Nic ekscytującego, poza jedną rzeczą, to uzupełnienie kosmetycznych zapasów. Ale do rzeczy:
Małe ilościowo, ale wielkie wagowo zakupy. 
Super-Pharm:
Joanna Naturia masło do ciała o zapach u wanili – dzięki Lavender przypomniałam sobie, jak bardzo lubiłam masła z tej serii na studiach. Chciałam co prawda kawowe, ale wszystkie słoiczki wyglądały na zmacane, więc stanęło na moim ulubionym zapachu.

Ziaja Intima z kwasem askorbinowym – właściwie nie ma o czym mówić. Wracam po małym, niezbyt satysfakcjonującym romansie z Facelle.

Garnier Essentials złuszczający peeling w kremie – tak wiem, pisałam, że to zdzierak do pleców, ale chyba zmienili formułę, bo nie wydaje się taki straszny. A z powodu promocji, pomarańczowy żel zniknął z półek.
a do tego cała masa leków, ale to blog o kosmetykach, nie lekarski. 

Rossmann:
Na ogólnym zdjęciu soli prawie nie widać, więc otrzymała własne zdjęcie. W tle dziwaczny kot z  karmy.
Wellness&Beauty sól do kąpieli mak i kwiat pomarańczy – widziałam u kogoś na blogu i zaciekawiło mnie połączenie zapachów.

Perfect Pro Sterile – nie jest to najlepsza karma na świecie, ale ma lepszy skład niż Purina One, kotom smakuje. Co prawda, nie jest to blog o kotach, ale kocia karma wydaje mi się bardziej przystępna dla czytelników niż woda morska do nosa. 

wtorek, 11 września 2012

Pomarańczowo mi


Dzisiaj poznęcam się nad nowym produktem Garniera z serii Czysta Skóra, mowa tu o żelu peelingująco- rewitalizującym z wyciągiem z grejpfruta i granatu oraz pochodną witaminy C. Wszyscy lubimy krótkie, łatwe do zapamiętania nazwy, prawda?

Żel jest zamknięty w standardowej dla tej firmy tubce w sympatycznym pomarańczowym kolorze. Tubka jest poręczna, dobrze leży w dłoni, łatwo otworzyć ją mokrymi rękami. Natomiast nie bardzo nadaje się do zabawy „zrzuć coś z umywalki”, tutaj lepiej spisuje się płyn micelarny Lirene.
Sam żel jest właściwie przezroczysty, zawiera w sobie mnóstwo drobinek peelingujących. Nie są to ostre odłamki z zielonej wersji, bliżej im do tych z niebieskiego żelu(według mnie, niebieski żel Garniera miło oczyszcza skórę, a zielony to zdzierak dobry jedynie do pleców), tak że wrażenie przyjemne. Pachnie cytrusowo i apetycznie.
Kosmetyk ma postać żelu, nie kremu, i na początku samoczynnie wylewał się zaraz po otwarciu. Utrudniało to dozowanie i wpłynęło na wydajność. Zużyłam 150ml w dwa tygodnie, nie jest to najlepszy wynik pod Słońcem.

Używałam żelu z przyjemnością. Podobała mi się konsystencja i zapach, ilość i ostrość drobinek ścierających. W sam raz do codziennego oczyszczania. Stężenie kwasu salicylowego jest w nim dużo mniejsze niż w innych żelach z tej serii, kosmetyk nie wysusza skóry. Jeśli miałabym polecać, to raczej osobom które mają już za sobą młodzieńczy wysyp trądziku, ale nadal borykają się z niedoskonałościami.
Obiecywany efekt rozświetlenia ciężko mi ocenić. W lecie cera i tak wygląda promienniej i ładniej, dlatego pozwolę sobie poczekać z opinią do listopada. Na pewno żel uprzyjemniał nieco wczesne poranki.
Na pewno kupię drugie opakowanie.  

poniedziałek, 12 marca 2012

Mięta winogrona i Garnier

Zmieniłam komputer, i na razie nie mam jeszcze edytora tekstu, więc wybaczcie wszystkie błędy ortograficzne /literówki. 


Mam też nową Picasę i wpadłam w szał wykorzystywania oferowanych przez nią efektów.

Garniel Youthful Radiance Multi Active Cleansing Gel dostałam jako część zestawu świątecznego, nie widziałam go nigdzie w regularnej sprzedaży. Ma on, według Garniera, zmywać makijaż, przywracać blask a nawet wygładzać drobne zmarszczki. No cud miód i orzeszki.
Albo raczej mięta z winogronami.


Ale normalne zdjęcia też będą, nie martwcie się

opakowanie, poza brzydką czarną pompką nie różni się od zwykłego, tak samo jest z kolorem, zapachem i konsystencją produktu. Zawiodłam się tu strasznie, liczyłam na aromat mięty, a tu stare dobre winogronka. Na wszelki wypadek sprawdziłam, Multi Active ma inny skład niż tradycyjny.
Produkt porządnie zmywa makijaż, oczyszcza, natomiast żadnego przywracania blasku czy wygładzania zmarszczek nie zarejestrowałam. Fakt, że ja zmarszczków jeszcze strasznych nie mam, może przeoczyłam? Za to bardzo porządnie przesuszył mi skórę na policzkach, mimo używania porządnego kremu nawilżającego.
Jako gratis, żel całkiem mi się podoba, ale mistrz świata to nie jest, odpadłby w eliminacjach wojewódzkich.Na pewno nie kupię go więcej, jednak za bubla nie uważam. Ot, taki przeciętniak.

sobota, 4 lutego 2012

Co się skończyło w styczniu

Dziś będę miła. 
Pokażę Wam co zużyłam w styczniu, ale ani słowem nie wspomnę o obietnicach producentów i  czy są one na wodzie pisane, czy może jest w nich ziarno prawdy. 


Isana żel pod prysznic Witaminy&Jogurt - pachnie jak sok Kubuś, który uwielbiam, więc używało mi się go bardzo przyjemnie. Dość wodnisty i niezbyt wydajny, ale za tę cenę moge to przeżyć.
Timotei szampon Świeżość&Czystość - takie zwyklaczek do codziennego mycie włosów. Lubię tę firmę, często do niej wracam, ale następnym razem wybiorę inny wariant.
Soraya, żel do twarzy - opisany całkiem niedawno TU
Orginal Source płyn do kąpieli Lawenda&Drzewo Herbaciane - jest świetny. Dobrze się pieni, piana długo się utrzymuje. Spotkałam się z opinią, że pachnie jak kulki na mole, mi akurat lawenda z ziołowymi nutami pasuje, ale czujcie się ostrzeżone! Jedyna wada, wygląda jak denaturat w butelce od śmietany (czy ktoś je jeszcze pamięta?).
Garnier Mineral Care antyperspirant 48h Extra Care- działa. Może nie 48h, tyle nie wytrzymałam, ale cały dzień, czyli jakieś 12h na pewno. Plus za neutrakny zapach i niebrudzenie ubrań.
Bielenda Czarna Oliwka masło do ciała - fajne, ale wolę te z Ziai. Nie mam mu nic do zarzucenia, ale raczej nie kupię ponownie, nie zachwyciło mnie. Zdecydowanie nie podobają mi się nowe opakowania kosmetyków Bielendy,

Jak widać w styczniu zużyłam wyłącznie rzeczy bardzo przeciętne, codziennego użytku. Nie ma zachwytów, ale nie ma też płaczu i zgrzytania zębów. Wymienione produkty zapewne jeszcze nie raz zagoszczą w mojej łazience, ale nieprędko. Mają przecież tyle zamienników!

sobota, 5 listopada 2011

Łazienka Project i zużycia

Po miesiącu projektu łazienkowego udało mi się zużyć jedna trzecią Honey I washed the kids i może dwadzieścia procent galaretki Lushowej, a także zupełnie wykończyłam trzy produkty.

  • żel Be Beauty Japonia – o którym już pisałam w ulubieńcach sierpnia. Podtrzymuję wszystko co tam napisałam.
  • Orginal Source płyn do kąpieli – kupię kolejną butelkę jak tylko skończę projekt. To jak kąpiel w rozpuszczonych czekoladkach After Eight.
  • Peeling żurawinowy TBS- do pustego opakowania przelałam trochę peelingu mango i zostawiłam u rodziców. Zdążyłam tuż przed pojawieniem się nowej świątecznej kolekcji w The Body Shop.
Na wykończeniu znajduje się już żel Adidasa, zostały może dwa użycia, ale nad nim pracuje TŻ.
Oprócz tego zużyłam w październiku:


  • mleczko Garnier podstawa pielęgnacji – bardzo je lubię. Pachnie świeżo, usuwa wszystko co powinien. Więcej od mleczka kosmetycznego nie wymagam. Jak widac po opakowaniu, wycisnęłam do ostatniej kropli.
  • Szampon wzmacniający Joanna – na początku nie spodobał mi się, włosy po nim były przyklapnięte i splątane. W miarę zużywania pokazał swoje zalety, włosy stały się milsze w dotyku i lepiej wyglądały.
  • Masło do ciała Duo Macadamia z TBS – ciekawy pomysł i fajny kosmetyk, ale ciężko było wydobyć końcówkę kosmetyku. Z chęcią kupiłabym pełnowymiarowe opakowanie lżejszej części kosmetyku.
  • Próbka BB kremu Missha – bardzo przypadł mi do gustu, zastanawiam się nad pełnowymiarowym opakowaniem.
  • Zmywacz Sensique- buteleczki brak, bo wraz z odlewką Nailty została u rodziców. Nie polecam, działa słabo musiałam się nieźle namęczyć by zmyć lakier.
Na razie to wszystko. Nie jestem może przodownikiem zużywania, ale co tam :). Mam nadzieję, że w listopadzie pójdzie mi lepiej.