niedziela, 15 kwietnia 2012

Pytanie na niedzielę


źródło zdjęcia: nieocenione google

Wiele razy czytając recenzje podkładów na blogach, napotykałam stwierdzenie: „trwałość dobra, podkład utrzymuje się ok.6-8 godzin”. Też uważałam, że to nieźle, ale przemyślałam sprawę.
Jestem kobietą pracującą. Makijaż wykonuję wczesnym rankiem, dajmy na to że o 7 rano. Podkład o trwałości 6 godzinnej utrzyma się na mojej twarzy do... 13, czyli do połowy dnia pracy. A ważne spotkania są zazwyczaj po lunchu.
Co robić zatem? Po wyjściu z firmowej stołówki pędzić do łazienki z całym arsenałem? Dać sobie spokój?
A jak Wy sobie z tym radziecie?

piątek, 13 kwietnia 2012

Powroty


Mam nadzieję, że miałyście udane Święta. Ja niezbyt, z powodów o których wolę nie mówić. Stąd pustki w Teatrzyku, dopiero teraz mam szansę ogarnąć wszystkie zaległe sprawy i siebie. Liczę jednak, że ostał mi się choć jeden cierpliwy widz i dla niego właśnie: Blogbox.
Nie zdążyłam jeszcze napisać recenzji wszystkich produktów z poprzedniego, a już Tosiaczek obdarowała mnie nowymi zabawkami. Wszystko dostarczył pan listonosz, widok u mnie raczej rzadki. Całość była zapakowana w solidne różowe pudełko(z którego bardzo się Tytus ucieszył), a oprócz tego, Tosia dołączyła nadzwyczaj miły list i kartkę z życzeniami świątecznymi.
Oto co dostałam:
od lewej: Dresdner Essenz relaksująca sól do kąpieli, maseczka Bielenda Ogórek&Limonka, limonkowy żel pod prysznic Orginal Source, Bielenda masło do ciała Awokado, balsam do ust W7 oraz sypki cień Vipera 120 Galaxy
Z wielką chęcią pozwolę Awokadowemu masłu zetrzeć złe wrażenie po oliwkowym poprzedniku, a serię Ogórek&Limonka bardzo lubię. Tak jak lubię orzeźwiające zapachy żeli Orginal Source, a wszelkie „pierdółki” do kąpieli uwielbiam. Wyzwaniem będzie na pewno sypki cień Vipery(kolor jest piękny, ale ilość brokatu przeraża. Gdzie ja go będę nosić?), ale przez to jest tym bardziej interesujący. Balsam do ust z W7 urzeka opakowaniem i truskawkowym zapachem!
W pudełku była jeszcze misiowa świeczka z Rossmanna (wreszcie ją mam!), ale już ją wypaliłam.

Jeszcze raz dziękuję Ci, moja droga, za Boxa! Jest super!

wtorek, 3 kwietnia 2012

Mój Ci on!


Jakiś czas temu żaliłam się, że nie byłam w stanie znaleźć wycofywanego fioletowego eyelinera Essence. Nawet notkę o tym popełniłam, przepełnioną emocjami.
Byłam w Douglasie parę dni temu i z przyzwyczajenia podeszłam do szafy Essence. Królowały niedobitki kolekcji Circus Circus, albo raczej królował stand, wypełniony powrzucanymi bez ładu i składu kosmetykami. A to kredka, a to cień w kremie, a to fioletowy eyeliner, a to szminki jeszcze w starym opakowaniu...
Wrrróć!
Fioletowy eyeliner.
Tak, napis "nowość" na wycofywanym produkcie. Czy tylko mnie to dziwi?

TEN eyeliner. Leży tam, jak skarb Majów czy Zaginiona Arka.
Ale myślę sobie, nie ze mną te numery Brunner, to pewnie jeden z tych zmacanych i naruszonych. Zwłaszcza, że nie zalepiony. Ale w sumie, co mi szkodzi? Rekonesans, ochroniarze i konsultantki kręcą się w rejonach szaf Clinique i Dior, dobrze. Z nonszalancką miną łapię zakrętkę, wprawny ruch dwóch palców i oto co ukazuje się mym oczom:

Ach, ta dziewicza nieskalana powierzchnia!

Myśl, że pewnie jest stary i wyschnięty na wiór zagłuszyły fanfary. Fioletowy! O powierzchni jak tafla jeziora! Niezmacany! Gdzie jest kasa?!?
Tak oto zostałam właścicielką fioletowego eyelinera Essence. Recenzja będzie za jakiś czas, jak już ochłonę :)